chronologicznie pierwszym filmem anglojęzycznym nakręconym za granicą przez Komosę jest ten thriller, niemało groteskowy, który ma porywający początek, brawurowy wręcz, prowokacyjny i transgresyjny, zaczyna się od porwania z ulicy dziewiętnastoletniego chuligana, którego do resocjalizacji zmusza przedziwna para małżonków, taka rodzinka marzeń, próbują z niego zrobić ‚dobrego chłopca’, ale ten myśli tylko o ucieczce, interesujący pomysł zapowiadał kino mocne, takie na poważnie, ale niestety z czasem punkt wyjścia traci siłę, tempo siada, dramaturgia staje się przewidywalna i rozwleczona, chuligański charakter przejmuje czarna groteska, a nawet karykatura, tak jakby zabrakło odwagi w dopowiedzeniu, co może się stać w wyniku stresowego, pełnego kontroli wychowania, resocjalizacji w warunkach przymusu, miłością i łańcuchem, ale z kulturą, ekscentryczny punkt wyjścia zapowiadał dużo bardziej przenikliwe i drapieżne kino, a tak historia jest opowiadana z dużym dystansem, z bohaterami zachowującymi się co najmniej dziwnie, z zakończeniem zupełnie nietrafionym - syndrom sztokholmski się kłania, bo jak kocha, to wróci, to mogło być kino wielkiego formatu, odważne, hipnotyzujące, a tak pozostał niemały niedosyt

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz