piękna i długa reklama domu mody, perfum, biżuterii, masła czy nawet wszelkiego rodzaju śluzu, która miała być edgy gotyckim erotykiem i wielkim literackim romansem, a wyszedł jedynie kampowy harlekin w instagramowej obróbce, bezpieczny, stępiony, sterylny w wykafelkowanych wnętrzach, ustylizowany, teledyskowo podkręcony, niby ekranizacja, niby adaptacja słynnej powieści, a to bardziej inspiracja, która zdaje się miała jedynie marketingowo posłużyć, by przyciągnąć uwagę masowego widza, stąd rzecz łatwa, prosta i szybka, estetyczny cinema fastfood, który z powieści stał się niezłym materiałem do rolek na media społecznościowe, kiedy się zedrze z tego obłędne kostiumy, baśniową scenografię, kilka naprawdę niezłych ujęć, zostanie tandetny, bardzo konserwatywny i pozbawiony odwagi erotyk dla nastolatków, pięknie zapakowany prezent, który po otwarciu świeci pustką, trochę pastisz, trochę żart, 50 twarzyczek Barbie na górce, szalona, nieobliczalna Cathy w interpretacji Margot Robbie wygląda bardziej na Helgę z Bawarii szykującą się na Octoberfest, a Jacob Elordi zbyt miękki, zbyt laleczkowaty, pozbawiony diaboliczności, mroku, tak według Emerald Fennell wyglądają Wichrowe wzgórza, tylko to raczej spokojne pagórki, swego czasu Kate Bush swoim debiutanckim numerem „Wuthering Heights” w kilka minut porwała cały świat i oddała złożoność problematyki powieści pełniej, niż ponad dwugodzinne widowisko pod edity na tiktoku

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz