PANNA MŁODA! reż. Maggie Gyllenhaal / 2026

 

ożywiamy trupa i dajemy światu młodą pannę, Pannę Młodą!, i to z wykrzyknikiem, bo ten sugeruje wielkie sprawy, tylko że jest tego wszystkiego ciut za dużo, feministyczne kino, ale też gangsterskie, mafijne, musicalowe, melodramatyczne, szalone, punkowe, rebelianckie, detektywistyczne, mieszanka toksycznej love story, kryminału noir, opowieści o emancypacji, zemście i szukaniu sprawiedliwości, opera, kamp, kicz, gotycki sen, rany boskie, czego tu nie ma, popkulturowe wątki, cytaty, zapożyczenia, mrugnięcia oczkiem, tylko za dużo tych skrawków, za dużo materiału, nadmiar pomysłów, czy to Bonnie i Clyde czy Jeckyll i Hyde, ciężko to wszystko umiejętnie razem ze sobą zszyć, powstał Frankenstein pozszywany z wielu różnych filmów, a może bardziej Jokerstein, jedynie szkoda Christiana i Jessie, urodzeni nowożeńcy, zmarli mordercy, bawią się, słodko szarżują, szczególnie opętana Buckley, choć jej irytująca dzikość może utulić, ale w tej wizualnie prześlicznej mieszance gubią się, bo fabularny burdel gotycko-punkowy i scenariusz bez ładu i składu nie daje im szans na utrzymanie szwów tego bękarta upiornych historii o miłości w ryzach, można dostać udaru mózgu, można się tym rozkoszować, choć Mary Shelley pewnie przywraca się w grobie 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz