klasyka amerykańskiego kina, oparta na powieści Johna Steinbecka historia dwóch braci rywalizujących o miłość surowego ojca, gdzie pod powierzchnią biblijnych parafraz czai się emocjonalna bomba o przegranych aspiracjach i próbie odkrycia własnej wartości, Kain i Abel na nowo, a my kibicujemy temu złemu, bo jakże może być inaczej skoro gra go zbuntowany anioł James Dean, to oczywiście jego film, Dean, Dean, Dean i długo, długo nic, wiadomo że reżyseria Kazana, że proza Steinbecka, że niezły scenariusz Paula Osborna, że Jo Vn Fleet dostała Oscara za rolę matki, a i tak najbardziej można utonąć z zachwytu nad tym dzieciakiem, to co wtedy ten młody chłopaczek zrobił ze swoją postacią przerasta wszelkie oczekiwania, walcząc z własnymi demonami kroczył poprzez krainę potępienia, odnalazł katharsis i pokazał jak strasznie być niekochanym, do dziś ta kreacja elektryzuje, nawet technicznie, bo młodziak robił tak niekontrolowane ruchy, że pewnie w poprzednim życiu był kotem, dla niektórych sam film się starzeje jak najlepsze dzieło sztuki, choć widać, że zębiska czasu robią swoje, ale rozwibrowany, nieprzewidywalny, koci Dean pozostaje zdecydowanie nieśmiertelny

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz