rockowy musical osadzony w realiach Ameryki burzliwych lat 60-tych, historia o miłości, antywojennych protestach, walce o prawa cywilne, a w roli głównej najbardziej popularne piosenki The Beatles, właściwie ogląda się to jak dwugodzinny teledysk z muzycznymi numerami czwórki z Liverpoolu, taka narkotyczna jazda surrealizmem video artu ocierająca się o kicz i estetyczną pstrokaciznę, fabuła banalna jest tylko pretekstem do pokazania, a właściwie odhaczenia nieśmiertelnych songów najważniejszego zespołu w historii muzyki, ale to nie jest rzecz do zapamiętania na lata, wykonana musicalowa robota miejscami brzmi jak śpiewanie w reklamach podpasek, coś jakby pełnometrażowa wersja „Glee”, przesłodzony hołd dla Wielkiej Czwórki i również mocna zżyna z „Hair” Formana, wszystko to bardziej zlepek epizodów, czasem średnich, czasem bardziej średnich, niż pełnokrwisty film z solidnym scenariuszem, ciekawostką jest udział Bono, który ma tu śmieszne wąsy

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz