MOTYLE SĄ WOLNE reż. Milton Katselas / 1972

 

niewidomy młodzian ucieka od apodyktycznej matki i wpada na roztrzepaną, wyzwoloną, ekscentryczną dziewczynę, tak mocno w skrócie, ale fabułka jest rzeczywiście prosta, bez komplikacji, oparta na sztuce Gershe’go, a jej teatralność czuć tutaj w każdym kącie, bezsprzeczną siłą są aktorskie występy, właściwie tylko trójka bohaterów i trzy fantastyczne kreacje, mamą jest Eileen Heckart i grając nadopiekuńczą rodzicielkę kobita się ładnie certoli, ta pani naprawdę kocha swoje dziecko, martwi się o niego, a nie jest przy tym natarczywa, dużo w niej subtelności, czułości i dobroci, a przecież można było to tak łatwo zepsuć, docisnąć mocniej i polecieć w szarżę, aktorka została wyróżniona Oscarem za drugi plan, a ten pierwszy należy do Edwarda Alberta i Goldie Hawn, młodzi i piękni, z wdziękiem i bez pretensji, naprawdę uroczy, szczególnie ona jest taka optymistyczna, słoneczna, podnosząca na duchu, w tej kameralnej i w istocie bardzo teatralnie zakurzonej otoczce wprowadza pewien rodzaj świeżości i luzu, jeny…, to było ponad pięćdziesiąt lat temu, jak ten czas leci…



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz